Ta strona jest częścią serwisu: www.michalbaranski.pl

O mnie


Urodziłem się 6 października 1981 roku w Szczecinie, w zwykłej, przeciętnej polskiej rodzinie. W wieku niemowlęcym nie przejawiałem jeszcze talentu muzycznego, może poza tym, że darłem się wniebogłosy z byle powodu, a czasem nawet bez. Fakt ten jednak nie pozostaje bez znaczenia, ponieważ mama moja odkryła skuteczny środek na uspokojenie mych głośnych lamentów: śpiew. Śpiewała mi dużo i często, więc to chyba jej w dużej części zawdzięczam swoją późniejszą pasję. Zresztą rodzice odegrali ważną rolę w moim muzycznym rozwoju. Przede wszystkim zauważyli mój pęd do wszystkiego, co było związane z muzyką. Zaowocowało to posłaniem mnie w wieku lat dziesięciu na naukę gry na instrumencie klawiszowym do wybitnego pedagoga szczecińskich szkół muzycznych, prof. Józefa Smolenia. Był to solidny fundament, bez którego nie wyobrażam sobie funkcjonowania w świecie muzyki. Biorąc jednak pod uwagę okres młodzieńczego buntu przeciw wszystkiemu co było związane ze szkołą, nauką i ciężką pracą, po czterech latach zrezygnowałem z dalszego kształcenia muzycznego, czego do dziś żałuję. Pozostała jednak pasja, którą rozwijałem śpiewając i grając na instrumencie głównie popularne wówczas hity disco-polo. Miałem jakieś umiejętności i pasję, ale brakowało gustu. Mając lat trzynaście dokonałem ważnego w swoim życiu odkrycia (też dzięki rodzicom), mianowicie że istnieje coś takiego jak piosenka literacka i ktoś taki jak Andrzej Sikorowski z zespołem Pod Budą. To odkrycie zapoczątkowało nowy etap w moim rozwoju muzycznym (i nie tylko). W jakiś cudowny sposób udało mi się przekonać ojca, żeby kupił mi gitarę i w dwa wakacyjne tygodnie udało mi się nauczyć podstaw gry na tym instrumencie. To właśnie z gitarą w dłoniach po raz pierwszy wyszedłem na prawdziwą scenę przed prawdziwą publiczność, debiutując na jakimś przeglądzie piosenki religijnej z zespołem o dumnie brzmiącej nazwie "The C.U.D.". W tym samym czasie w V Liceum Ogólnokształcącym, do którego uczęszczałem, stworzyliśmy kabaret "LoVol", dla którego zacząłem pisać piosenki i teksty. Była to jesień roku 1997 i od tego momentu liczę czas moich autorskich zmagań z muzyką. Wiadomo, że była to jeszcze amatorszczyzna, ale dzięki temu mogłem się coraz bardziej rozwijać i odkrywać coraz większe możliwości twórcze. Szczególnie ważnym w moim życiu artystą, był i pozostaje Grzegorz Turnau. Jego muzyka, niekonwencjonalna a równocześnie subtelna i piękna w swojej harmonii, stanowi dla mnie swego rodzaju wzór, a może nawet cel. Dzięki jego piosenkom doskonaliłem również swoje umięjętności techniczne. Będąc u progu matury, poznałem ks. Piotra Leśniaka, któremu zawdzięczam bardzo wiele, bo nie tylko możliwość realizacji swojego talentu muzycznego, ale przede wszystkim odkrycie mego życiowego powołania. I pierwsze tak głębokie doświadczenie Boga. To Piotr wprowadził mnie w świat, którego wcześniej nie znałem, świat wartości duchowych, świat modlitwy, a przy tym także piękny świat muzyki liturgicznej. Dzięki niemu też zagrałem dwa jak na razie najdłuższe koncerty w moim życiu: 33 godziny i 20 minut (bez przerwy), czyli "2000 minut dla Jezusa" i rok później drugi, o minutę dłuższy. W tym czasie odkryłem również, że Wydział Informatyki Politechniki Szczecińskiej, na którym rozpocząłem studia, to zupełnie nie moje miejsce. I wstąpiłem do Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Szczecinie. Decyzja ta miała być dla mnie jednocześnie pożegnaniem ze sceną, jednak Pan Bóg miał inny zamiar. Już na pierwszym roku wcielono mnie do kleryckiego zespołu żartobliwie nazywanego "Clerboyz", która to nazwa na tyle się przyjęła, że stała się później oficjalną. Grałem tam na gitarze basowej, później na gitarze akustycznej, w końcu również na instrumentach klawiszowych. Sześcioletnia współpraca z tym zespołem była dla mnie o tyle cennym doświadczeniem, że zrozumiałem, iż w kapłaństwie może być miejsce na muzykę i koncerty. Zrozumiałem też, że ludzie potrzebują, by o Bogu mówić również w inny sposób niż z ambony. Wreszcie zacząłem tworzyć swoje pierwsze autorskie piosenki na poważnie. Trwa to po dziś dzień. Są to utwory, które traktują o normalnym ludzkim życiu, postrzeganym jako wędrówka z jasno określonym celem. Nie jestem człowiekiem obdarzonym wyjątkowym talentem literackim. Nie jestem muzykiem posiadającym niezwykłe umiejętności techniczne (tych mi wciąż brakuje, jak i czasu do ćwiczeń). Nie mam wspaniałego głosu. Ale myślę, że mam coś do powiedzenia współczesnemu światu i wciąż zabieganym ludziom. I to po prostu czynię w sposób mi najbliższy.